NA POCIECHĘ W CZASACH PANDEMII

W związku z zarazą mój czytelniku
dziś ci zasyłam przesłanie grzeczne
pieprz kwarantannę zacznij zabawę
ziemskie problemy nie będą wieczne

Tak myślę! Wszystko kiedyś się kończy, więc i na patogena kres przyjść musi.

Do tegorocznej kolekcji odmian grzybowych brakowało mi tylko zielonek. Do dzisiaj!

NA PEWNĄ CZARNULKĘ

Choć nie do końca jesteś w mym typie
to wciąż odwiedzasz mnie bardzo często
wszelka robota wtedy się sypie
zaś w atmosferze wprost robi gęsto

Gdy się pojawiasz idąc dostojnie
przewagi swojej w pełni świadoma
czasem próbuję wystąpić zbrojnie
bo konfrontacja nieunikniona

Kiedy w intymne wkraczasz granice
z mej strony słyszysz zachęty słowa
potem sen błogi spada na lice
ty moja… nocko październikowa

Chociaż w młodości uprawiałem czynnie wiele konkurencji sportowych, to zabrakło w nich tenisa. Na zdjęciu to tylko namiastka, bo rakieta od badmintona. Sport ten niestety jest tylko dla bogatych. Ale gdybym grał, mogłem tak jak Iga Świątek wygrać Wielkiego Szlema.

W odpowiedzi dla „szarabajki” widok z mojego okna:

POPOŁUDNIE Z WIESZCZEM

W niedzielę po obiedzie usiadłem, obok naszego narodowego wieszcza Adama Mickiewicza w celach, bynajmniej nie literackich.

Nie uwierzycie, ale po trzecim rozlaniu przyszła ona. Nie… nie żona, ale ona, czyli wena. Dotknęła mnie gdzie trzeba i już miałem pomysł na satyrę. Oto ona:

KTO JEST POD KIM PODWIESZONY

Żebyś nie wiem jak zachwalał
swoje jajca młode zdrowe
one zawsze mimo wszystko
mówiąc prosto są chujowe

Jeśli zdziwił cię mój wywód
nie bądź zbytnio zaskoczony
w tej materii chodzi o to
kto jest pod kim podwieszony

KONKURS NA „TURYSTYCHY”

Dzisiaj zupełna nowość na blogu, bo chodzi o turystychy.

Turystychy (korespondeje) rozpropagował prof. S. Barańczak („Pegaz Zdębiał”) i są to rymowane pozdrowienia przesyłane na pocztówkach, przez co posiadają ograniczenie podyktowane ich rozmiarem.

Na zaprzyjaźnionym blogu był taki właśnie konkurs. Zostałem wyróżniony! Oto moje prace:

1)Ślę pozdrowienia spod Dorohuska
tutaj granica, tam Rawa Ruska.
Na Bugu roi się od strażników,
ciężkie dziś czasy dla przemytników.
Jak nam nie wyjdzie z papierosami,
to się zajmiemy handlem grzybami.

2)Pozdrawiam Was mili z Morąga,
gdzie w nocy się nikt nie ociąga.
Z tej właśnie akurat przyczyny
w aptece wciąż brak wazeliny.
Zadzwońcie kochani do szwagra,
że mnie, też już kończy się Viagra.

3)Pozdrowienia ślę do Was z Łańcuta
trzeci dzień tu, już chodzę napruta.
Dorzuciłam, wszak do swej kolekcji,
specjalistę od… wód dezynfekcji.
On, tu walcząc zaciekle z wirusem,
dezynfekuje mnie spirytusem!

4)Pozdrowienia koledze pod Bieczem
ślę uprzejme, choć jeszcze mnie piecze.
Ta balanga zostanie w pamięci,
lecz mnie takie współżycie nie kręci.
O tym cośmy robili w tartaku
wnet zapomnij, bo to po pijaku.

MOJE WYJŚCIE NAPRZECIW JESIENI

Gdy od rana przy browarku
dzień spędzałem sobie w sieni,
przyszła żona i kazała
wyjść naprzeciw ku jesieni.

Mam naturę ustępliwą,
żeby więc nie tracić czasu,
wziąłem koszyk, okulary
i wybrałem się do lasu.

Grzybów wszędzie pod dostatkiem
po godzinach dwóch bez mała,
mogłem wracać już z powrotem
– jesień hojność pokazała.

Co znalazłem tu przedstawiam,
zbiorem moim wprost się chlubię,
będzie zapas aż do wiosny…
takie wyjścia, to ja lubię!

ŻYCIE JAK W MADRYCIE

Nie od dzisiaj wiadomo, że babcia to skarb prawdziwy:

Nadeszła ta chwila
czas przerwać paciorki
listonosz dostarczył
rentę dla seniorki

pomyślała babcia
ech mój dobry Boże
dziś Redemptorystom
wreszcie coś odłożę

jeszcze nie zdążyła
rozdzielić na kupki
kiedy wnuczek krzyknął
dałabyś na chrupki

wnuczka wyciągnęła
rączki do patronki
babuniu kochana
wrzuć coś do skarbonki

zięć od samochodu
też odwrócił głowę
teściowo czas zmienić
opony na nowe

jeszcze córka z kuchni
dzwoniąc talerzami
zapytała mamo
jak tam z wakacjami

tu się sprawa rypła
bilans na zakręcie
jutro babcia weźmie
kredyt w Providencie

Po ponad roku nieobecności zabrałem żonę na działkę. Wnuczki miały frajdę, bo im plotła ekologiczne bransoletki z sitowia. Ja nie omieszkałem zajrzeć na rydze, są na ogół wszędzie, ale te większe robaczywe.

Aha… trafiłem jeszcze na taki okaz, ciekawe czy dadzą jej urosnąć:

CHEŁMSKI DUCH OSKUBANY

Pewnie już niektórzy wiedzą, bo było w „Teleexpressie”, otóż pracownicy Chełmskich Podziemi, dzielili się kasą za bilety, okradając firmę. Mój komentarz w temacie:

To historia z piekła rodem
ten się dziwi kto jej słucha
ale jak tu się nie dziwić
gdy skrojono w mieście ducha

Tu wyjaśnię o co chodzi
otóż w mediach zapodano
że Bielucha ducha z Chełma
na biletach okradano

Chociaż całym incydentem
czuję się zdegustowany
pytam grzecznie czy za świadka
stanie sam poszkodowany

Jesień nadchodzi nieuchronnie. Dynie czas zebrać:

WCZESNOJESIENNIE…

Witajcie!

Amatorzy grzybobrania, do których się zaliczam, niecierpliwie czekają na pełnię księżyca zwiastującą wysyp. Wilgoci nie brakuje, temperatury też odpowiednie, tylko czekać. Szwagierka wrzuciła mi na fejsa zdjęcia z udanego wypadu na kurki, więc chcąc nie chcąc zajrzałem i ja. Są kurki, babki pokazują się podgrzybki.

Photo1821

Tutaj już w occie gotowe na zimę

Photo1826

Ten piękny okaz został w lesie, bo ja po prostu tych nie zbieram. Nazywa się siedzuń i podobno smaczny.

Photo1819

A na koniec limeryk:

Żona przechera koło wsi Spała
chłopu swojemu na nosie grała.
Bo, gdy on, fest napalony
z sąsiadką był umówiony,
ona mu sztuczną szczękę chowała.

NO, BO JAK, TU SIĘ NIE DZIWIĆ?

Jedni mają objawy, inni ich nie mają a chorują i jedni i drudzy. Tak na chłopski rozum, jak można leczyć kogoś, kto nie ma objawów choroby? W mojej pale to się nie mieści, więc satyra na okoliczność:

 

Słów podziwu mi brakuje

dla lekarzy z tytułami,

co pacjentów bez objawów

leczą dzisiaj z sukcesami.

 

Kilka razy serfując po sieci, natrafiłem na zdjęcia, robione rzeczom i osobom w tym samym miejscu, ale jedno było sprzed lat a drugie aktualne. Dokonałem takiego historycznego fikołka ze swoim wydaniem. Osoba i rekwizyt oraz miejsce to samo, ale różnica czasowa, to 48 lat.

Photo1814

Photo1810

SATYRA AKTUALNA Z PODTEKSTEM

Siedzę na działce otwieram piwo
wszystko dojrzało będzie co zbierać
lato przepływa sobie leniwie
słowem sielanka żyć nie umierać

żona zaprasza bym szedł do łóżka
bo już na spanie najwyższa pora
człowiek położyłby się spełniony
gdyby nie wieści z telewizora

kiedy dokoła kryzys stagnacja
kraj dziesiątkuje patogen wraży
Polscy posłowie sobie przyznają
wzięty z kosmosu wzrost apanaży

puls mi się podniósł odeszło spanie
bo sprawiedliwość przecież być musi
dopijam piwo przełączam kanał
patrzę co zrobią na Białorusi

A ten zakwitł na święto…

 

Photo1792

O MIERZENIU GORĄCZKI W PRZYCHODNIACH PRZED WEJŚCIEM DO LEKARZA

Byłem u okulisty w przychodni. Przed wejściem do gabinetu obowiązkowa dezynfekcja rąk i mierzenie temperatury. Konkluzja po wyjściu w postaci limeryku:

 

Kiedy po seksie facet z Mierżączki

na genitaliach doznał bolączki,

udał się do „skórnego”,

gdzie usłyszał – Kolego…

musisz najpierw się pozbyć gorączki!

 

Nastawiłem wino ze starych kompotów:

 

Photo1788

O HODOWCY PSÓW Z WIZNY

Witajcie! Dzisiaj przywitam Was limerykiem, napisanym po obejrzeniu wydarzeń ze stolicy. Wszelkie skojarzenia dopuszczalne:

 

Pewien hodowca opodal Wizny

na głowie doznał strasznej siwizny.

Psy mu bowiem zwariowały,

słuchać całkiem zaprzestały.

Może z gorąca dostały wścieklizny?

 

Upał i komary zniechęcają do przebywania na działce, ale zajrzeć trzeba, choćby po to, by zebrać co się urodziło. Nic tak nie cieszy emeryta, jak własnoręcznie wyhodowane plony:

 

Photo1784

Tutaj ja na tle kwiatów szwagierki, która ma do nich wyjątkową rękę:

 

Photo1779

Sałatkę z cukinii żona zdążyła już pochwalić:

Photo1774

W SIERPNIU PÓKI CO BEZ PRZYTUPÓW

Rozwiązany został konkurs na limeryki o Paczkowie, wysłałem trzy, ale bez efektów. Konkurencja bardzo duża, bo aż 263 były, brane pod uwagę. No nic… póki co poczytajcie:

Limeryki na konkurs o Paczkowie:

1)

Tuż przed wyrokiem w mieście Paczkowie

kat się wyżalał swej białogłowie:

Dziś to nieszczęsne chłopisko

powieszę za Wieżą Nyską…

straszny kociokwik mam bowiem w głowie.

2)

Kat, co przyjechał, był od Olkusza,

wnet o podwyżkę słał do ratusza.

Bowiem przez twarde karki

rzezimieszków spod Warki,

jego miecz się nadmiernie wykruszał!

3)

Pewien skazaniec w mieście Paczkowie,

wszedł był na szafot w kaszkiecie na głowie.

Katu, co się zafrasował,

rzecz całą tak skomentował:

– Dzisiaj zawiewa a ja dbam o zdrowe!

Na działce natomiast nasadziłem nowe sadzonki truskawek:

 

Photo1769

Urodziny syna również bardzo kameralnie…

urodziny

KONIEC LIPCA 2020

Za namową wnuczki Kingi napisałem wierszyk na konkurs i udało się, będzie nagroda. Trzeba było ułożyć rymowankę ze słowami: „wieś” i „natura”.

 

Kiedy ranne wstają zorze

zaś na dworze pachną róże

ja już siedzę na traktorze

takie życie mam w naturze

 

Jadę potem na pastwiska

w czasie jazdy zrzucam smoking

wieś mojemu sercu bliska

tu uprawiam Nordic Walking​

 

Po raz pierwszy pewnie, spróbuję też własnych winogron!

 

Photo1759

Jako, że minęła kolejna rocznica zwycięskiej Bitwy pod Grunwaldem, mój komentarz limerykiem:

 

Pewna bigotka, co żyła pod Bieczem

fascynowała się tak średniowieczem,

że gdy była napalona

dotykała swego łona,

nagim, bitewnym, grunwaldzkim mieczem.

 

 

FRASZKA Z BRUNO SCHULZEM

Dzisiaj wyjeżdżam, już nie mam siły!
Krzyczał Schulz Bruno w Hradec Kralowe,
bardzo go bowiem tam zniesmaczyły,
zamknięte… sklepy cynamonowe.

 

Cynamon zaś potrzebny do walki z mrówkami na działce, bo zwijają liście na drzewach owocowych robiąc tam swoje gniazda.

 

Nauczyłem się robić kompoty i oto efekt. To wiśniowe:

Photo1753

Przy obiedzie ułożył mi się limeryk „O wakacyjnym bonie”:

 

Pewien emeryt ze wsi Zagrody

bardzo liczył na letnie przygody.

Lecz rządzący wspaniali

na maksa go wyruchali…

dziś przy drodze sprzedaje jagody.